Blog
Konflikt na Bliskim Wschodzie wywrócił do góry nogami globalny handel i łańcuchy dostaw. Przez Cieśninę Ormuz przepływa około 20% światowej ropy i skroplonego gazu ziemnego (LNG). Najnowsze dane Dun & Bradstreet pokazują jednak, że konsekwencje wykraczają daleko poza sektor energetyczny.
Wydarzenia z 28 lutego 2026 roku wywołały lawinę zmian w transporcie kontenerowym przez Cieśninę Ormuz. Ta strategiczna arteria wodna obsługuje nie tylko ropę i gaz, ale również ogromne przepływy petrochemikaliów, nawozów, metali i produktów rolnych.
Skala problemu jest ogromna. Według danych Dun & Bradstreet do 12 marca ponad 44 000 firm w 174 krajach miało co najmniej jedną dostawę zagrożoną zakłóceniami. Gdzie skupiają się najbardziej dotknięte przedsiębiorstwa? Chiny (11,66%), Zjednoczone Emiraty Arabskie (10,77%), Arabia Saudyjska (6,51%), Indie (5,38%) i Pakistan (5,06%). Dziesięć najbardziej poszkodowanych krajów to łącznie około 55% wszystkich dotkniętych firm.
Dane Dun & Bradstreet nie pozostawiają złudzeń – handel w regionie załamał się. W tygodniu przed konfliktem (21-27 lutego) rezerwacje importowe do Zatoki Perskiej wyniosły 62 935 TEU. W kolejnym tygodniu spadły o 70%, a między 16 a 22 marca – łącznie o 91%, do zaledwie 5 395 TEU.
Anulacje eksplodowały. Wzrosły o 463% – z 17 374 TEU do 97 897 TEU w pierwszym tygodniu konfliktu. Choć od tego czasu nieco spadły, wciąż przewyższają liczbę nowych rezerwacji.
Eksport poszedł tą samą drogą – natychmiastowy spadek o ponad 60%, z 20 804 TEU do 8 022 TEU, a następnie do 1 320 TEU.
Co ciekawe, porty saudyjskie nad Morzem Czerwonym przejmują część ruchu. Import wzrósł tam o 68%, eksport o 86%. Mimo to Dun & Bradstreet szacuje, że alternatywne trasy pokrywają jedynie 50-60% utraconego eksportu i zaledwie 20% importu.
Statki coraz częściej płyną przez Przylądek Dobrej Nadziei, co wydłuża podróż o 10-14 dni. Do 22 marca 7 716 firm doświadczyło co najmniej jednej anulacji dostawy. Spadający stosunek rezerwacji do anulacji stał się kluczowym sygnałem ostrzegawczym dla łańcuchów dostaw.
Masowe wycofywanie się ubezpieczycieli morskich dodatkowo paraliżuje operacje w Zatoce. Firmy ubezpieczające ryzyko wojenne błyskawicznie zawieszają polisy, anulują umowy lub żądają astronomicznych składek. To często dzieje się jeszcze przed fizycznym zamknięciem tras – tranzyty stają się nieopłacalne niezależnie od formalnych praw do żeglugi.
Szczególnie mocno odczuwają to przewoźnicy lotniczy cargo, zwłaszcza ci działający w transporcie nieregularnym. Ich model biznesowy opiera się na lotach ad hoc, z ograniczonymi możliwościami zabezpieczenia przed skokami cen paliwa. Zakłócenia w Cieśninie Ormuz windują w górę ceny frachtu na całym świecie. Wielcy przewoźnicy zawiesili tranzyty i kierują statki przez Przylądek Dobrej Nadziei, co podnosi koszty transportu tankowcowego i kontenerowego daleko poza region Zatoki. Dopóki sytuacja pozostanie niestabilna, wysokie stawki frachtowe utrzymają się na wielu szlakach handlowych.
Wahania cen ropy przyciągają uwagę mediów, ale prawdziwe skutki kryzysu w Cieśninie Ormuz sięgają znacznie głębiej. Surowce energetyczne z Zatoki napędzają koszty w wielu branżach – od producentów nawozów i chemikaliów, przez logistykę, po dostawy żywności. Kto odczuwa to najmocniej? Producenci nawozów azotowych, tworzyw sztucznych, żywic i nieorganicznych chemikaliów przemysłowych. Te zależności są fundamentalne: produkcja chemikaliów wymaga ogromnych nakładów energii, tworzywa sztuczne powstają z surowców petrochemicznych, a energochłonna produkcja nawozów jest ściśle powiązana z cenami ropy i gazu.
Efekt? Rosnące koszty w podstawowej infrastrukturze i produktach codziennego użytku:
Dun & Bradstreet analizuje wpływ na łańcuchy dostaw według wielkości firm, sektorów i profili ryzyka. Handel hurtowy jest najbardziej dotknięty – to 27,49% poszkodowanych przedsiębiorstw. Na drugim miejscu transport (18,04%). Razem z branżą spożywczą grupy te stanowią około 55% wszystkich dotkniętych firm.
Co zaskakujące, aż 80% poszkodowanych to małe i mikroprzedsiębiorstwa (poniżej 50 pracowników). Brakuje im poduszki finansowej i alternatywnych źródeł dostaw, które mają większe firmy. Przez to są szczególnie podatne na zamknięcia tras i rosnące koszty frachtu. Gdy mali dostawcy mają problemy, szybko odczuwają to duzi producenci zależni od wyspecjalizowanych poddostawców. To obnażą kruchość modelu produkcji ""just-in-time"".
Odporność dostawców wymaga dziś analizy sygnałów w czasie rzeczywistym, nie tylko danych historycznych. Około 45% dotkniętych firm należy do kategorii niskiego ryzyka, a 31% – do średniego.
Ostatnie wydarzenia pokazały jasno: analiza historycznych danych o ryzyku to za mało. Firmy potrzebują bieżącego obrazu sytuacji – od nagłych zmian u dostawców po wahania stabilności klientów. Zaawansowane analizy i modelowanie pozwalają zespołom precyzyjnie określić ekspozycję na ryzyko, zidentyfikować zagrożonych dostawców i przygotować alternatywy na wypadek niedostępności tras czy obiektów. Te same dane pomagają wcześniej wykryć napięcia finansowe i skorygować limity kredytowe, zanim problemy rozprzestrzenią się po całym łańcuchu.
Mapowanie ryzyka według branż i krajów pokazuje, jak zakłócenia na jednym poziomie mogą wpłynąć na kolejne. Z taką przejrzystością firmy podejmują trafniejsze decyzje o zaopatrzeniu, zapasach i planach awaryjnych – nawet gdy rezerwacje i dostępność portów pozostają nieprzewidywalne.
Dun & Bradstreet na bieżąco monitoruje sytuację i dostarcza aktualne analizy oparte na danych. Numer D-U-N-S® pozostaje standardem łączącym dane firmowe z ryzykiem operacyjnym w czasie rzeczywistym – kluczowe narzędzie dla firm poruszających się w niepewnych czasach.